Annabelle: Narodziny zła

„Nie o taką lalkę walczyłem” powiedziałby zapewne Bolesław Prus po obejrzeniu horroru „Annabelle: Narodziny zła”. Autorowi kultowej i nieco przydługawej powieści o romantycznym pozytywiście nawet do głowy by nie przyszło jakie spustoszenie potrafi zdziałać jedna demoniczna kukła. Film opowiada o dziewczynkach i zakonnicy, które po zamknięciu sierocińca wprowadziły się do położonego na odludziu domu, zamieszkałego przez lalkarza i jego nie piękną już żonę. Nadzieja na ciepłe i rodzinne gniazdko prysła szybciej niż bańka mydlana.

aannn

Ten horror jest naprawdę straszny. Po kiepskiej „Annabelle” z 2014 r. otrzymaliśmy znakomity prequel, który z pewnością zapisze się na kartach historii kina grozy. Sposób budowania napięcia i wzbudzania niepokoju u widza zasługuje na słowa uznania. David F. Sandberg, czyli reżyser w filmu nie miał żadnej litości dla moich pleców, po których non stop przechodziły ciarki. Jego najnowszy obraz pozbawiony jest większości wad, będących cechą charakterystyczną dzisiejszych „straszaków”. Fantastyczny klimat i brak irytującego pastiszu sprawiają, że „Annabelle: Narodziny zła” w swoim gatunku bije na głowę współczesne produkcje o demonach. Po wieczornym seansie nie polecam samotnych spacerów.

Ocena filmu: 7.5/10

Dawid Kmieć

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *