Wojna o planetę małp

„Planeta małpów” powiedział kilkanaście lat temu Walduś w jednym z odcinków kultowego serialu komediowego „Świat według Kiepskich”, przypominając słynny film z 1968 roku. Ten popularny telewizyjny bohater, od lat godnie reprezentujący na antenie Polsatu gatunek zwany Homo idiotus mógłby tylko pomarzyć o mądrości, jaką był obdarzony szympans o imieniu Cezar. „Wojna o planetę małp” opowiada o dalszych losach inteligentnych miłośników bananów, mających nienajlepsze relacje z przedstawicielami zagrożonego gatunku, czyli ludźmi.

z22101036Q,Wojna-o-planete-malp

Po słabiutkim początku trylogii w 2011 r. niespodziewanie otrzymaliśmy solidne zakończenie, które przez ponad dwie godziny ogląda się w pełnym napięciu. W trakcie seansu ani przez chwilę nie musiałem prowadzić wojny z sennością, która już od pierwszej minuty wywiesiła białą flagę. Do pełni szczęścia zabrakło tylko pohamowania reżysera w kręceniu podniosłych i momentami głupkowatych scen, w których zdecydowanie przodowała „Zła małpa”. To już chyba jednak zboczenie zawodowe amerykańskich filmowców, do których najwyraźniej nie dociera, że nadmierny patetyzm mocno osłabia ich produkcje. W każdym bądź razie ostatnia część małpiej trylogii po odjęciu wspomnianych wad wyrasta na mocnego kandydata do najlepszej wysokobudżetowej produkcji roku. Film angażuje emocjonalnie, zaś jego klimat hipnotyzuje niczym wzrok Cezara. „Wojna o planetę małp” to wakacyjna niespodzianka, dla której warto uszczuplić swoje konto i pomaszerować do multipleksu.

Ocena filmu: 7/10

Dawid Kmieć

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *